— Więc jakżeby to zrobić, moiściewy kochani?
— A nie będą jej miłość swarzyć?
— Mówcie, mówcie. Rada usłyszę, coście umyślili.
— Ano, kiej dziecko chce patrzyć na ono państwo przy obiedzie, to musi w tej samej izbie siedzieć. Czy nie tak?
— Wżdy wiecie dobrze, że to nie wolno.
— Już by ja tak umiarkował, coby się przez50 pozwolenia obeszło.
— Mój Bartoszu, mój złoty, jakże to? — piszczała Hanka, skacząc z niecierpliwej ciekawości przed starym.
— Ano tak: stawia się sosenki i świerczki po kątach świetlicy, tedy w jednym kącie zagaić gęściej, a nie dosuwać do samej ściany, coby się Hanusia mogła z czubkiem i z kieckami schować, a między gałązeczki oczka wścibić i przez51 nijakiego strachu na cesarza i króle spoglądać.
— Ciotusiu! Zrobimy tak!
— Samaś mówiła tylko co, że cię matusia zamkną w komórce.