Ponieważ największą chlubą sztuki kuchennej owych czasów było przystrojenie mięsa lub jarzyny w ten sposób, aby najrozmaitszymi pomysłami utrudnić poznanie potrawy, przeto ukazanie się każdego nowego półmiska wywoływało okrzyki zdumienia i żartobliwe sprzeczki, co by to było za tajemnicze dziwo.

— Spróbuj, wasza cesarska mość, a nie pożałujesz — doradzał Kazimierz, widząc, jak cesarz Karol odsuwa ręką talerz podawany przez krajczego.

— Nie lubię jeść, gdy nie wiem, co spożywam — odparł Karol z cicha.

— To łosie chrapy, przysmak nad przysmaki! Wierzaj mi, wasza miłość, tego nie uwidzisz gdzie indziej, jak w Polsce, a warto na ząb położyć.

Dał się cesarz namówić, pochwalił potrawę i dodał:

— Żebym to ja miał choć parę tych zwierząt w moim zwierzyńcu w Pradze!

— Nie wiem, zali się uchowają w nie... niewoli. Łoś lubi się kryć w lasach niezmiernych. Puszcza Niepołomicka to jego mieszkanie! Chy... chyba, żebym ci ze sześć przysłał, a nuż się rozmnożą.

— Wdzięcznie przyjmę tak wspaniały podarunek od waszej królewskiej mości.

— Szczupak w Maćkowej juszce54... Najjaśniejszy panie? — szepnął krajczy Kazimierzowi tonem pytania.

— Dawaj, dawaj, byle dużo!