Podali sobie ręce. Potworek uderzył w nie z lekka swym kijkiem, po czym zawyrokował:

— Takiego nie ma na świecie, co by się w głowę mógł pocałować, ino jeden taki był: święty Dionizy.

Panowie przysłuchujący się sprzeczce zdumieli się bardzo, a Bogusław szczeciński zapytał:

— Święty Dionizy? Jakże to?

Potworek wzniósł oczy w górę i odpowiedział, strojąc pobożną minę:

— Mało się przykładałeś do nauki, mój kochany, kiedy tego nie wiesz. Gdy pogański tyran kazał ściąć głowę świętemu Dionizemu, tenże ukląkł, podniósł ją z ziemi i trzykrotnie w czoło pocałował. O tak.

— Sprawiedliwie powiadasz, ino święty godzien był taki cud uczynić.

— Ot, plecie głupek ni w pięć, ni w dziewięć — przerwał ze śmiechem ksiądz Daniel Wierzynek. — Jakoż mógł się pocałować? Wżdy55 w szyi gęby nie miał!

— O, zdrajco jeden! — zawołał Bogusław zawstydzony. — Ciebie plagi nie miną, boś kłamał.

— Sam sobie przeczysz — odparł błazen drwiąco. — Mam na to świadków, jakoś rzekł „sprawiedliwie powiadasz”.