Słuchacze parsknęli śmiechem, a Bogusław udał, że rozmawia z Waldemarem.
Wyrwał tymczasem przyskoczył do Pliszki i domagał się rozwiązania zagadki:
— Chodź ze mną, a dowiodę ci, żem wygrał.
Podszedł do króla, pokłonił się i prosił:
— Kazimierzu, daruj mi złoty.
— Naści — odparł król, wyjmując pieniądz z kalety.
— Niech mnie cały świat sądzi, zalim skłamał! — zawołał głośno Pliszka. — Czyż tu nie jest wyryta głowa naszego miłościwego pana? A czy nie może pocałować jej z tyłu, jeżeli zechce?
I znowu wszyscy w śmiech, a Wyrwał przewrócił koziołka z wielkiej rozpaczy.
— W mojej ojczyźnie — rzekł król Piotr cypryjski z rodu francuskich książąt de Lusignan — sprowadzają na książęce dwory trubadurów, a ci pięknie przyśpiewują przy biesiadach. Czy w Polsce nie ma takiego zwyczaju?
— Trubadurów nie mamy — odpowiedział siedzący naprzeciw Piotra książę Bolko świdnicki — ale grajkowie nasi nie najgorzej śpiewać umieją. — Tu zwrócił się z uprzejmym skinieniem głowy do Wierzynka. — Czy gospodarz pozwoli, by który z lutnistów przyszedł do stołu z piosenką.