— Na miły Bóg... cóż ty tam robisz?

— Chciał mnie zabić, uciekłem, drzwi były otwarte, wpadłem w dziurę.

— O łajdak! Zamknął cię na kłódkę!

— Nie potrafisz otworzyć?

— Jakżeż? Klucze zawdy521 trzyma w kieszeni.

— Zlituj się... ratuj!

— Czekaj no... dobra nasza! Abom to na darmo na dzwoniącej kukle terminował? Niosę im napitek, żrą się tam oba z kupcem w alkierzu, aż tu słychać. Sprzątnę mu klucze, ani się opatrzy. Siedź spokojnie, zaraz wracam.

— Ach, ino się śpiesz, bo mi się serce potarga od strachu...

„Królowo nieba i ziemi, nie daj mi ginąć tak marnie! Siedzi i siedzi... może mu się nie udało... zbój go za rękę przyłapił... przyjdzie z nożem... o... kroki słychać... nareszcie!”

Jasiek otworzył kłódkę.