— Żeś sam wielki niczym Wyrwidąb, to ci każdy za mały. Przecie urosłem sporo przez tych kilka roków550, a wesele było w kwietniu.

— Dobrzeć to, ale taki Stanko, mistrza Wita syn...

— Ojoj... straszne mi cuda! Czeladnik jako i ja.

— Co ty gadasz? Toś ty już wyzwolony?

— Chyba się nie ma czemu dziwować; dy551 dziesięć lat we warsztacie552 jestem. Chłopaki wołają na mnie „wy”553 albo „pan Wawrzyniec”. W dodatku rzekę ci jeszcze, że mnie mistrz cale554 jawnie chwali, przed ludźmi się mną chlubi i prawą ręką swoją zowie.

— Cie wy, cie wy...555 a toś ty urósł nie na żarty! Teraz na mnie kolej w pas się kłaniać waszej wielmożności. Wędrówkę do obcych krajów odprawiłeś?

— Jeszcze nie; mistrz mię nie chce puścić, bo to już za kilkanaście dni ołtarz ustawiamy w kościele, więc przy wykończeniu naszemu panu... prawa ręka się przyda.

Mówiąc, zaśmiał się wesoło.

— A ja se myślał...

— Że co?