— Ale gdzie! Tak się ubiera, jako insi panowie szlachta.

— Ćmicie271 cy co! — żachnął się chłopak, ale w tejże chwili zawstydził się swego zuchwalstwa i pocałował ojca Szymona w rękę. — Pewnikiem sad ma prześlicny i jabłek pełne kumory272 i chodzi se po ogrodzie; a może ino cięgiem w izbie siedzi, zasunięty za skubel273, coby go nikt nie widział?

— Owszem; i na miasto wychodzi, czasem konno na łowy wyjeżdża.

— Widzieliście go aby raz?

— Więcej niż sto razy. W naszym kościele czasem mszy świętej słucha. Ty go także niebawem zobaczysz.

— Oj, co to, to nie; jakżebym ja śmiał? Ale ze wysoka góra, to wysoka!

— Nazywa się Wawel.

Szli dalej.

— A to co? Kościół dla samego króla pewnikiem, dlatego nieduzy, prawda?

— Nie; na wawelskiej górze jest kościół ogromny; zaprowadzę cię tam kiedy. To zasię jest kościółek świętego Idziego; fundował go król Władysław Herman274 przed czterystu laty na podziękowanie Bogu za syna.