Rozdział VI
Z przyjazdem Stefana Batorego do Polski uspokajały się i cichły zatargi stronnictw, a po jego ślubie z Anną Jagiellonką i koronacji obojga królestwa wszystkie stany i wszystkie ziemie Rzeczypospolitej złożyły hołd nowemu królowi i przysięgały na wierność. Miasto Gdańsk jedynie, z dawna skłonne do samowoli i żądne wyswobodzenia się spod zwierzchnictwa królów polskich, uparcie sprzeciwiało się wyborowi Batorego. Gdy łagodność i wyrozumiałość do najdalszych granic posunięta nie pomagała, owszem, zuchwali mieszczanie coraz bezczelniej się stawiali, król zmuszony był poskromić buntowników z bronią w ręku. Ta wojna domowa, ciężka dla braku pieniędzy w skarbie i małej ilości wojska, trwała przeszło rok.
Ledwie król skończył z Gdańskiem, aliści doniesiono mu, że wielki kniaź moskiewski Iwan wtargnął do ziemi inflanckiej, dopuszcza się gwałtów i strasznych okrucieństw; zamki i miasta zagarnia pod swe panowanie.
Batory postanowił rozprawić się zbrojnie z najeźdźcą, wypędzić go z Inflant, a jeżeli się powiedzie orężowi polskiemu, przesunąć dalej ku wschodowi i północy granice Rzeczypospolitej. Z pociechą dowiedział się równocześnie, że dowódcy wojsk litewskich nie zasypiają sprawy, wypierają nieprzyjaciela i szarpią go, jak mogą.
Dnia 3 lutego 1579 wybrał się król z Warszawy do Grodna celem porozumienia się z Litwą co do wojny przeciw Moskwie. Zajechał do Mikołaja Radziwiłła, wojewody wileńskiego. Nazajutrz panowie litewscy i znamienitsza szlachta, oczekujący króla od kilku tygodni, zbiegli się tłumnie do dworca Radziwiłłów.
Stefan Batory przywitał wszystkich łaskawie i rzekł:
— Rad widzę, żeście waszmościowie tak jednomyślni ze mną. Żołnierzem jestem, pilno mi do mego rzemiosła.
— I nam!
— I nam!
— Pójdziemy w ogień za wami, najmiłościwszy panie!