Na tym zjeździe wysłannik siedmiogrodzkiego księcia, Hieronim Filipowski, przedstawił listy, w których Batory dziękował Polakom za ich dobrą wolę ku swej elekcji okazaną i nawzajem przyrzekał solennie wszystkie swe starania obrócić dla dobra Rzeczypospolitej.

Tedy nie tracąc czasu, wyruszono do Krakowa; tam wojewoda Piotr Zborowski przeciągnął mnóstwo wahających się na stronę Stefana Batorego. Bracia jego krzątali się pilnie, Tęczyński nie szczędził zabiegów, a przekonywające mądrością słowa Zamoyskiego łamały opór stronników Maksymiliana. Burmistrz i rada miasta Krakowa oświadczyli, że stoją do śmierci przy królowej Annie i królu Stefanie.137 Widząc, że się szala zwycięstwa stanowczo przechyla na stronę ich kandydata, przywódcy partii uznali, że teraz wszystko zawisło138 od pośpiechu. Kto pierwszy na ziemi polskiej stanie, kto pierwszy w katedrze wawelskiej ukoronowany na tronie Piastów i Jagiellonów zasiędzie, temu hołd złożą wierni poddani, ku temu się skłonią wprędce i przeciwnicy.

Gdy takie postanowienie zgodnie powzięto, czym prędzej wyjechało poselstwo polskie do Siedmiogrodu. Zawiadomiono ich w drodze, by się kierowali do miasta Megeszu, gdyż tam obecnie księcia znajdą.

Zajechawszy, prosili o posłuchanie.

Gdy weszli do sali audiencjalnej, pokłonili się nisko tuż przy drzwiach. Na trzystopniowym wzniesieniu, zasłanym perskim kobiercem, stało krzesło bogato rzeźbione i wyzłacane, zakończone u góry herbem Batorych: Wilcze Zęby. Ponad tarczą mitra książęca.

Stefan Batory siedział swobodnie rozparty, z rękoma na poręczach krzesła. Długie, poważne spojrzenie powitało przybyłych, zanim przemówił. Wyciągnął ku nim prawicę, dając znak, by się przybliżyli.

Wtedy wystąpił z grona posłów Ostroróg139, mówca nad mówce, i w łacińskim języku przedstawił prośbę narodu polskiego, by wojewoda siedmiogrodzki książę Stefan Batory przyjąć raczył koronę, a w zamian oddał swe serce Rzeczypospolitej. Ostroróg zakończył tymi słowy:

— Racz, miłościwy panie, wejrzeć na ciężkie sieroctwo ojczyzny naszej, cztery już lata tron bez króla... berło bez pana... my, synowie tej umiłowanej matki, bez ojca i opiekuna. Karności nie ma ni porządku, swawola krajem włada! Gdy moc boska nie zdejmie z Rzeczypospolitej tego brzemienia, w gruzy rozpadnie się ten gmach wspaniały, przez wieki i przez wielkich królów zbudowany. Ale właśnie miłosierdzie boże nad nieszczęśliwą ojczyzną wskazało nam w tobie ratunek i jedyne zbawienie. Wołamy na cię pokornym i gorącym sercem: przyjmij koronę!

Przenikliwy wzrok przyszłego króla przesunął się zwolna po twarzach posłów. Powstał i wyprostował się. Szczupły był, lecz dobrego wzrostu: głowę trzymał nieco w tył odrzuconą, co nadawało pięknemu obliczu jego wyraz rozkazujący, a całą postać czyniło wyższą.

— Witam was, panowie! — rzekł. — Witam życzliwie i wdzięcznie. Nie ino uszy słuchały waszej mowy; słuchało jej serce, rozum i wola. Serce użala się ciężkiej niedoli królestwa bez pana, rozum pojmuje, że złemu pilno zaradzić trzeba, wola raźno bieży z pomocą. Powiadomiliście mnie już dawniej o waszych zamiarach, dziś przychodzicie po odpowiedź. Krótka jest i jasna: przyjmuję koronę, będę waszym królem. Całą duszą, wszystkimi siłami pracować chcę dla dobra ojczyzny waszej, którą od dzisiejszego dnia za macierz rodzoną obieram i jako macierz miłować będę, tak mi Panie Boże dopomóż.