— Miłosierne ludzie... — pokornie odparł dziad — wybaczcie biedakowi! Położyłem się spać na pańskich schodach, bom nędzny żebrak, ani denara na nocleg nie mam... jutro skoro świt byłbym poszedł dalej. Czy ja wiedział, że to nie wolno?
— O, ty Judasie! Zbóju płatny... pięć dni na cię wyczekuję! — zawołał Kumelski. — Ani mi się rusz, bo łeb na dwoje rozwalę. No, chłopcy, wiązać go, a mocno!
— Zaraz, zaraz, dy nie uciekam... po co wiązać.
Zerwał się nagle, buchnął Szymona głową w piersi, pięścią Jacka między oczy, sięgnął w zanadrze, ale równocześnie uderzony pałką krajczego zachwiał się i upadł z jękiem na ziemię.
Z dołu nadbiegł Kuba, z antykamery na górze błysnęło światło, ktoś drzwi otworzył.
— Co tam za hałas? — dał się słyszeć głos pani Świdnickiej.
— Raczcie wasza miłość powiedzieć najjaśniejszej królewnie, żeśmy chwycili ptaszka! Już ona się dorozumie, o czym mowa. Jakby on skowronek nie chciał śpiewać, to się ta najdzie sposób... dowiemy się, kto go tu nasłał.
Skrępowano dziadowi ręce i nogi i wrzucono go do podziemnej komory. W zanadrzu miał krótki nóż obosieczny, ostry jak brzytwa.
*
W dniu 14 stycznia 1576 r. odbył się zjazd w Jędrzejowie. Przybyło senatorów mnogo, przeważnie stronnictwo Batorego. Z duchowieństwa nikt się nie stawił prócz Stanisława Karnkowskiego, biskupa kujawskiego. Rozdwojenie wprawdzie zmniejszało się z każdym dniem, ale cesarz Maksymilian miał jeszcze wiernych stronników i w senacie, i w rycerstwie.