— Pozwólcie, miłościwy panie — rzekł Radziwiłł — bym zlecił waszej łasce przyjaciela mego: Fedor Puciata, starosta mitański.
— Lepszej waszmość nie możesz mieć rekomendacji jako ta, żeś przyjacielem wojewody wileńskiego — rzekł Batory z serdeczną uprzejmością.
— No, po cóżem was tu wołał, panie bracie? Opowiedzcie miłościwemu królowi wasze sprawki.
— Oj, Bożeż ty mój... tak co gadać? Nie warto ani gęby strzępić: szkoda królewskiej osobie czas zabierać na takie błazeństwa.
— Nie chcecie, to ja opowiem; ale jakbym co zmylił...
— Nie dajcie się prosić, panie starosto — dodał król — ciekaw jestem okrutnie.
— Ha, skaczy, wraże, jak pan każe!141 — mruknął Puciata po rusku, a głośno rzekł: — Ta coże? Niedługo nudząc najmiłościwszego pana, zwięźle powiem: Miasto Dynaburg odbiłem Iwanowi bez krwi rozlewu. Ot, i koniec.
— I powiadacie, że nie warto o tym gadać? — zadziwił się król.
— Prawdę gadam. Napracowałszy142 się dniem i nocą, pod gradem kul, naraziłszy143 karku twierdzę zdobyć — to rozumiem, to chwała; ale tak...
— Więc jakże to było?