— Co ino potrzebne, wszystkiego dostarczymy! — rzekł Montwiłł.
— Ja się podejmuję przystawić trzystu chłopów z siekierami, motykami, rydlami do robót oblężniczych! — krzyknął Koszewski.
— Ja dwustu! — rzekł Kiszka.
— I ja dwustu! A mój brat tyleż zobowiązuje się — oświadczył Rudowski z Nowogródka.
— My zgromadzamy prowianty! — zawołało kilku na raz. — Główna koncentracja zapasów jako i amunicji w Świrze. Ta sprawa już przez pół załatwiona.
— Szczęść nam Boże! Przy takiej ochocie i gotowości zwyciężymy wroga niechybnie! — zawołał Stefan Batory drżącym od wzruszenia głosem. — Ja także dokładam ręki do przygotowań, zanim w pole wyruszymy. Pisałem do Poznania, aby mi natychmiast przysłali człeka sprawnego, o którym doniesiono mi, że znamienicie umie proch przyrządzać; obiecałem hojną płacę, mam odpowiedź, że już wyjechał; lada dzień się tu stawi. Ruśnikarzów150, płatnerzów151 zdatnych mam także; Włocha niektórego, co kule ogniste przyprawia, wiozę z sobą. Z Krakowa, z Poznania i z Warszawy już wysłano fury z bronią wszelaką. Armaty z Malborga i Gdańska idą morzem do Niemna, potem wołami do Dzisny i znowuż wodą do Dźwiny.
— Niech żyje nasz król! Nasz hetman nad hetmany! — krzyknął ktoś w tłumie.
— Niech żyje! — powtórzyli wszyscy za nim.
— Niech nas prowadzi!
— Hajże na Moskwę!