— Ano dostawszy języka, puściłem wszystkich dziesięciu wolno. „Idźcie z Bogiem, gdzie oczy poniosą”. Nawet ich kazałem wyprowadzić dobry kawał za obóz...
Urwał, zmarszczył brwi, przesunął ręką po twarzy i odetchnął głęboko.
— Coś wam srodze dolega, wyrzućcie tę gorycz z siebie.
— Uciekały, chudziaki, rade, że śmierci umknęły, a tu sroższa ich w polu czekała niż za murami.
— Co powiadacie?
— Wiadomo wam, najjaśniejszy panie, że załoga moskiewska chyciwszy155 cztery dni temu kilkunastu oblegających Niemców z naszej piechoty najemnej...
— Tak, tak, wiem, umęczyli ich okrutnie i wyrzucili ciała do Dźwiny.156
— A nasi patrzyli na to, zgrzytając zębami. Tak i pomścili swych towarzyszy na onych dziesięciu zbiegach. Skoczyli za nimi w pole, zakłuli spisami i porąbali na sztuki, mimo że tamci o ziemię się rzucali i zmiłowania błagali.
Król się żachnął.
— Ukaraliście surowo bezecników?