— Boję się, panie, o was; ledwie się ku lepszemu obróciło, trzeba szanować słabych sił.

— Właśnie po siły jadę w insze strony, skoro je tutaj postradałem. Nie lękajże się jak dziecko — mówił król coraz głośniej z ożywieniem. — Cóż mi grozi? Jeszcze śmierć daleka ode mnie; wszak pamiętasz, co nam obojgu Cyganka wróżyła?55

— Nie pomnę.

— Jak to? Przyjechałaś do Wilna na wesele Kasi z Janem Finlandzkim, to chyba zapamiętałaś, żeśmy na drugi dzień byli na łowach u Krzysztofa Radziwiłła?

— Ach tak, tak; wracaliśmy lasem, wyszła ku nam Cyganka, nawet mój koń się spłoszył, omal nie spadłam.

— No, widzisz. Dałem sobie czytać z dłoni, tyś się niby sromała, przecie białogłowska ciekawość przemogła...

— Teraz mi wstyd.

— Nie wielkić to grzech; a dziś się człek tej myśli ima i jakoś go ona krzepi.

— Cóż gadała Cyganka?

— Tobie wróżyła wielkiego króla za męża.