Tak więc Anna Jagiellonka, uciekając przed zarazą, przeniosła się ze swym małym dworem do Piaseczna.

W cztery czy w pięć dni później właśnie Ewa z Jagną goniły się dookoła trawnika, a Baśka z bolącą nogą siedziała na schodkach i zazdrosnym okiem śledziła ich podskoki, wózek jakiś niepokaźny podjechał ku bramie. Woźnica w białej płótniance zatrzymał konie skromnie przed wrotami.

— Oho... cóż za goście znowu? — zawołała Ewa chowając się za krzakiem jaśminu. — Pójdź ino, Jaguś, zobacz, bo ja z daleka nie dojrzę.

— Ii... goście... — odparła Jagna, ruszając ramionami. — Dwie dziewczynki z wiejska odziane, tłumoczek wytarty i zawiniątko w zgrzebnym płótnie.

— Ale czego tu chcą? Do kogo przyjechały?... Patrzcie, patrzcie, jej miłość wychyla się oknem i miga palcem na tę starszą!

— Oho, zeskoczyła z wozu, maleńką wzięła na ręce.

— Słyszał kto coś podobnego? Prosto od schodów wali jakby do własnego domu... Rety, Jaguś... Kachna ku nim wybiega... do komnaty jej miłości drzwi otwiera...

Marysia Krupska weszła z Kasią do izby, małą Krysię spuściła z ramion na ziemię i przy samym progu pokłoniła się nisko.

— Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

— Na wieki amen — odpowiedziała królewna, obrzucając dziewczynę badawczym spojrzeniem.