— Przybliż się, moje dziecko; masz pismo od pani Niewiarowskiej?
Marysia ukłoniła się po raz drugi, wyjęła zza gorsecika papier we czworo złożony, woskiem zapieczętowany i chciała go wręczyć królewnie, aliści dwie małe rączki pociągnęły ją w tył, Krysia uwiesiła się całym ciężarem u spódnicy swej opiekunki.
— Chodźmy stąd, Maryś... ja chcę do domu! — piszczało dziecko, krzywiąc buzię do płaczu.
— Cichaj, moje złotości — szepnęła zmieszana dziewczyna, głaszcząc zgrymaszonego malca po główce. — Cichaj, nie płacz, dam ci kukiełeczkę60 świetluśką61 z miodem.
— Daj zaraz!
— Nie, pierwej musisz być grzeczna.
— Nie będę grzeczna, nie puszczę cię.
Anna Jagiellonka, rozweselona tym widokiem, rzekła ze śmiechem:
— Nie brońże jej, niech robi, co chce; już mnie uprzedzono, że ta sierotka na krok cię nie odstępuje. Przybliżcie się obie razem. — Wzięła list z rąk Marysi, położyła go na stole i mówiła: — Chwalono mi cię, że znasz służbę, szycia się nie zlękniesz, jesteś posłuszna i pilna.
Marysia spuściła oczy skromnie i milczała.