— Gdzież te lalki? Gdzie te bawidełka? Mówiłam, że nie mam czasu, a wy nas wiedziecie gdzieś na koniec świata.

— Zaraz, zaraz, ot, ino dwa kroki...

Znienacka porwał Krysię za drugą rączkę i szarpnął silnie ku sobie. Ale i Marysia, przeczuciem wiedziona, miała się na baczności; w jednej chwili pojęła, co jej grozi; objęła dziecko wpół i przysiadła na ziemi krzycząc, ile sił miała w gardle. Dziad usiłował wydrzeć jej Krysię.

Z najbliższego kramu wybiegł chłop, z drugiego baba, kupujący i przechodnie rzucili się w stronę, skąd krzyk usłyszeli, znaleźli młodą dziewczynę, ściskającą kurczowo kilkoletnie dziecko i... nic więcej. Dziad znikł, jakby się zapadł w ziemię.

Gdy się królewna dowiedziała o tej nowej przygodzie Krysi, upewniła się w swych domysłach, że dziewczynka jest wielkiego rodu potomkiem i że dla jakichś nieznanych przyczyn ktoś możny czyha na jej zgubę. Wydała przeto surowe rozporządzenie, by od tej pory, gdziekolwiekby to było, w Warszawie, Krakowie lub gdzie indziej, Krysia nigdy, przenigdy nie wychodziła z domu inaczej, tylko pod opieką przynajmniej dwóch osób.

W Lublinie oczekiwała Anna Jagiellonka na kondukt pogrzebowy blisko miesiąc; bowiem zawiadomił ją ksiądz biskup krakowski, że najmiłościwszy król Henryk wkroczy w granice Polski, jak się spodziewają, w lutym, a złożenie zwłok do grobu nastąpić ma wtedy, gdy nowy pan postawi stopę na polskiej ziemi. Przeto z uroczystością wielką wyruszył orszak żałobny z Warszawy dnia 30 stycznia 1574, a 11 lutego mury stolicy przyjęły ostatniego z Jagiellonów powracającego na wieczny spoczynek w podziemiach wawelskich.

Na trzy dni przed pogrzebem80 odprawiono żałobne nabożeństwa po wszystkich kościołach krakowskich. Trumnę pozłocistą, przykrytą czarnym aksamitem, który spływał aż do ziemi, wieziono przez miasto z większą jeszcze okazałością niż w Warszawie. Wniesiono ją na marach do katedry i ustawiono na dwunastostopniowym wzniesieniu naprzeciw wielkiego ołtarza.

Henryk Walezjusz i wszyscy monarchowie Europy przysłali posłów w swym zastępstwie. Posłowie niemiecki i francuski wprowadzili infantkę Annę do kościoła, usiadła po prawej stronie ołtarza. Biskup krakowski odprawił egzekwie81.

Podano posłowi niemieckiemu hełm zmarłego króla, francuskiemu tarczę, węgierskiemu miecz, a szwedzkiemu włócznię, ci zaś przystąpili przed mary i rzucili o ziemię te bronie. Potem Jerzy Mniszek, krajczy koronny, cały w zbroję zakuty, a mający przedstawiać osobę zmarłego króla, wjechał konno do kościoła i zapadł się wraz z koniem do ziemi. Wojewoda krakowski i marszałek wielki koronny Jan Firlej złamał o ziemię laskę marszałkowską, a kanclerz Dębiński skruszył pieczęcie.

Po tych ceremoniach spuszczono trumnę do grobu i ustawiono po lewicy ojca.