— Kto go tam wie? Może cię chciał żebractwa przyuczyć, a może jakim wędrownym błaznom przedać102...

Marysia kłamała, by ją uspokoić, pewna była bowiem, że stary żebrak natrafił na ślad dziecka i wcale nie bez celu wkręcił się aż na zamek.

Krysia płakała cichutko.

— Czekajże, nie płacz; pobiegnę do pana krajczego, poproszę go, by kazał dziada przytrzymać. Jak posiedzi w ciemnicy o chlebie i wodzie, to wyśpiewa, z czyjego rozkazania szlakuje za tobą. Ostań tu i bądź spokojna.

— Za nic w świecie nie ostanę! Z każdego kąta pogląda na mnie... pod ławą leży... przez okno zaziera... już on mnie chyci, chyci, zobaczysz!

— No, to pójdziemy razem. W komnatach miłościwej pani chyba go nie będzie.

Dowiedziawszy się z opowiadania dziewcząt o pojawieniu się podejrzanego dziada, Kumelski wysłał czterech pachołków, by przeszukali kościół i obie kruchty i zaraz żebraka przyprowadzili. Nie znaleźli go nigdzie, wpadł jak kamień w wodę.

*

Na rynku, naprzeciw wylotu ulicy Brackiej, czyli w miejscu uświęconym wielowiekową tradycją, ustawiono w dniu 23 lutego kilkustopniową trybunę obitą karmazynowym suknem, na niej tron cały pokryty ciężkim jedwabnym adamaszkiem i takiż sam ponad tronem baldachim. Pogoda sprzyjała, niewielki mrozik wysuszył błoto, na bladym, zimowym niebie goniły się z rzadka obłoczki.

Znowu żądne widowiska tłumy zaległy szeroki plac dokoła trybuny i całą ulicę Grodzką, aż pod Wawel.