— Chodź, chodź, ino prędko, prędko uciekajmy!

Wskoczyły do sieni, na schody, wpadły do swej izdebki; Krysia wyjrzała za drzwi, zawarła je i zasunęła na skobel.

— Powiesz czy nie, co cię za mucha ujadła, szkaradne dziecko?

— O, Maryś, Maryś... ten dziad z Częstochowy... ten bez zęba... ten, co mnie chciał porwać...

— Przyśnił ci się? Czy co takiego?

— Ależ... w kruchcie siedział! A patrzył na mnie, patrzył... o Jezu!

— Widziałaś go naprawdę?

— Oj, widziałam! Już on tu pewno po mnie przyszedł...

— Nie bójże się, bo nie ma czego. Łazi sobie dziadostwo po odpustach, to i do Krakowa zaszedł. Ani mu w głowie było, że cię tu napotka.

— O, nie, Maryś, nie! Szukał mnie póty, aż znalazł. Po cóż by mnie wtedy chciał porywać?