— Jeszcze gorzej, najmiłościwszy panie — odparł Zborowski — rycerz ze mnie lada jaki; dałem się pojmać w jasyr i waszą królewską miłość na pomoc wzywam w tej ciężkiej imprezie.
— Tajemnicza mowa; jakoż ją mam tłumaczyć?
— Uczyńcie mi największy zaszczyt, miłościwy panie... dziś rano pojąłem małżonkę, raczcie uświetnić moje wesele waszą najłaskawszą obecnością.
— Jakże to? Prosto z majestatu, w królewskim płaszczu? — wahał się Henryk, ale mu oczy błyskały ochotą.103
— Komuż wolno czynić, co chce, jeśli nie królowi? — szepnął poufnie Andrzej. — Polećcie podkomorzemu płaszcz w opiekę, a sami... toć to kilkanaście kroków, zaraz na rogu... ino rynkiem na przełaj.
— A panna młoda ładna? — spytał król, przymrużając figlarnie jedno oko.
— Pani młoda — poprawił Zborowski — poślubiłem wdowę po Spytku Jordanie.
— Oj... leciwa może? Przyznam ci się — dodał król zniżając głos — że ni panien, ni wdów podeszłych rad nie oglądam.
— Moja małżonka młoda jest, miłościwy królu; a urodą własną szczodrze by trzy dziewki obdzieliła i jeszcze by dla samej sporo zostało.
— Kiedy się tak bucisz104 niczym paw, to chyba pojadę sprawdzić, zaliś105 nie skłamał.