— Uczynię, co tylko w mej mocy, by naprawić to złe i wszystko odmienić ku waszemu zadowoleniu.

Królewna westchnęła. Który to już raz przyrzekał jej to samo!

— A teraz raczcie rozpocząć tańce z wojewodzicem krakowskim. Oto mu daję znak, by się przybliżył. Niestety, jeszcze mi dwóch rzeczy nie dostaje117 na prawego monarchę Sarmatów: nie nauczyłem się polskiego tańca i nie polubiłem dotąd piwa.118

— Uspokójcie się, miłościwy panie — rzekła królewna — jeżeli na tych dwóch cnotach ino zbywać wam będzie, zaliczą was potomni pomiędzy najsławniejsze króle świata.

— O, jakże ostry macie języczek!... Mości wojewodzicu, miłościwa infantka raczyła was wybrać do polskiego119.

Muzyka, ukryta w klombie kwiatów, zagrała, kilkadziesiąt par w porządku starszeństwa i godności ruszyło za królewną posuwistym, rytmicznym krokiem dokoła sali.

— Ładny taniec, Henryczku? — zapiszczał po francusku błazen, karzeł Krassowski120 — Ładny taniec, powiadasz? Żal ci, że go nie umiesz? Bogdaj to prawda była. Wszak w Paryżu na nic ci się nie przyda.

Król ruszył ramionami, a Pibrac, stojący przy nim, zbladł i przygryzł wargi.

— Co ta żaba wyplata! — zawołał z wymuszonym uśmiechem.

— Cale się nie dziwuję, że myślisz o powrocie — dalej prawił karzełek — wiadomo, wszędy dobrze, a doma najlepiej... francuski tron dziedziczny, a polski na elekcji stoi. Tedy konie kulbaczyć, komu w drogę, temu czas!