— Prawicie mi piękne słówka... — królewna urwała w pół zdania. — Czy wolno mi poskarżyć się przed wami na króla?

— Ach, poddaję tego zbrodniarza na ślepo srogości waszej; w czymże zawinił?

— Mogę mówić śmiele?

— Jako pani do swego służebnika.

— Prosiłam was, miłościwy panie, po czterykroć, a może i więcej razy, byście mi byli opiekunem w sieroctwie moim, a chronili od krzywdy. Aliści, z imion115 moich po najmiłościwszej matce odziedziczonych i z tych, które mi testamentem nieboszczyk brat mój, król Zygmunt zapisał, własną ręką czynicie darowizny!

— Czy to być może? Pomyłką się to chyba stało albo was źle powiadomiono.

— O, nie, miłościwy panie! Nie będę wyliczała wszystkiego, co wiem, bo nie pora dziś trapić was nudnymi sprawami, jedno przytoczę: podarowaliście czternaście wsi moich kasztelanowi czerskiemu, a ten, rozzuchwalony waszą łaską a niedolą moją, zaprzysiągł się, że mi na mieszkanie moje w Warszawie nie zezwoli, gdy właśnie stanowczo żądam tego i tam, a nie gdzie indziej mieszkać będę.

— Kasztelan czerski... — mówił król marszcząc brwi, jakby sobie przypomniał — kasztelan czerski... Zygmunt Wolski?

— On sam, a wieluż to innych oprócz niego zagrabiło niesłusznie moje włości!... I w zaopatrzeniu dworu mego posuwają skąpstwo do najdalszych granic. Śmieszno przyznać: na całe utrzymanie mojej osoby, dworzan, sług i koni — pięćset złotych tygodniowo.116 Wybaczcie, miłościwy panie, że czas przeznaczony zabawie mącę wam tymi żalami, lecz inszej sposobności nie łacno mi naleźć, zawżdy jest przy was któryś z Panów Rady, a nie przystoi godności mojej rozmawiać z wami poufnie przy świadkach.

Po twarzy Henryka przemknął cień rozdrażnienia; pohamował się natychmiast i znowu złożył z wdziękiem pocałunek na ręce królewny.