Wiadomość o niebywałym od wieków zajściu, o zabójstwie w obrębie rezydencji królewskiej, rozbiegła się po mieście jak iskra niecąca pożar. Oburzenie było powszechne, a tym gwałtowniejsze, że panowie Krzysztof, Andrzej i Samuel Zborowscy, zaufani w łaskę miłościwego pana, popełniali burdy, gwałty i wszelkie nadużycia niemal co dzień.

Wapowski umarł w cztery dni później.

Król Henryk, pomny wielkich zasług rodu Zborowskich względem swej osoby czasu elekcji, wydał na Samuela wyrok łagodny112, nie zastosowany do ogromu zbrodni: skazał go na banicję113 bez utraty czci.

Sarkano głośno na niesprawiedliwość. Wdowa po Wapowskim, z dzieckiem na ręku, dotarła do komnat królewskich i na kolanach domagała się surowej kary. Odeszła z płaczem, przeklinając króla.

Mijały tygodnie, przyszła wiosna. Młody król rozgospodarował się na dobre, ale nie rozgospodarował się dobrze. Chcąc sobie zjednać jak największą liczbę życzliwych w narodzie i z ich pomocą nieznacznie a zręcznie umacniać władzę królewską, tak bardzo przez Radę Koronną krępowaną, nie widział lepszego środka, jak sypać dobrodziejstwa na prawo i na lewo; rozdarowywał urzędy i starostwa, za które dotychczas znaczne sumy płacono i co stanowiło wielkie dochody królów. Henryk Walezjusz, hojny i lekkomyślny, szarpał nawet z majątku Rzeczypospolitej... Po krótkim jego panowaniu, z 300 000 talarów pozostało w skarbcu tylko 100 000.

Anna Jagiellonka pogodziła się z losem i nie myślała już o poślubieniu młodego króla; ten jednak, czy z wrodzonej skłonności do maskowania swych zamiarów, czy dla pocieszenia infantki w jej zawiedzionych nadziejach, wyprawiał na zamku bale, uczty, przyjęcia wieczorne w ogrodach zwierzynieckich, a zawsze i na pierwszym miejscu zapraszał królewnę i zachowywał się wobec niej z taką uprzedzającą, nawet serdeczną grzecznością, że patrząc na to, przyjaciele Anny nabierali otuchy i poczynali znów liczyć na to małżeństwo.

W połowie czerwca otrzymywał król dzień po dniu listy z Francji, których treści nie zwierzał nikomu; dnia jednego zamknął się tylko z posłem de Bellièvre i z kawalerem de Souvray i długo się nad czymś naradzali. Po tej rozmowie spiesznie się przebrał w strojne szaty, w krezę z najpiękniejszych brabanckich koronek, łańcuch przetykany rubinami zawiesił na szyi i czym prędzej pojechali wszyscy trzej na Zwierzyniec, gdzie właśnie miały być pląsy w oszklonej ogrodowej sali.

Zebrani goście powitali jego królewską mość głębokim ukłonem, a Henryk, nie zatrzymując się, biegł prawie do krzesła królewny, którą powitał czułym ucałowaniem ręki.

— Obawiałam się, czy niemoc przemijająca nie zatrzymała was doma114, miłościwy panie — rzekła infantka składając ukłon.

— Musiałaby to być chyba śmiertelna chorość, a i tę zwyciężyłaby nadzieja krzepiąca serce, że was tutaj zobaczę.