— Stójcie, panowie! Majestat!... Król miłościwy... toż nie bić się, ale nawet miecza dobywać nie wolno!
— A mnie wolno! — zuchwale odparł Zborowski, odtrącając Wapowskiego.
— Miejcież pomiarkowanie!
— Nie mam pomiarkowania! Precz!
Dworzanie Samuela skoczyli z gołymi szablami w pomoc swojemu panu, słudzy Tęczyńskiego z wściekłym wrzaskiem natarli na nich... stare sklepienie bramy zawyło echem...
— Crimen lesae majestatis!110 — wołał Wapowski, ze łzami ręce wyciągając.
— Nauk nie żądam... precz, mówię!
— Na rany Boga was zakli...
Nie domówił, gdyż Zborowski, cisnąwszy miecz o ziemię, dobył zza pasa czekana111 i dwukrotnie ciął go w głowę.
Rzucono się na ratunek; Wapowski miał jeszcze tyle sił, że niesiony prawie przez przyjaciół, stanął przed królem i sprawiedliwości żądał. Omdlałego z utraty krwi odwieziono do domu. Zborowskiego odprowadziła straż do wieży.