— Oboje braterstwo pomarli na morową zarazę przed czterema laty.

— Niezbadane wyroki Pańskie... Requiem aeternam107... A klucz108 rychtecki? Książęca fortuna, włości z pół kopy...

— Jako jedyny brat odziedziczyłem puściznę109.

Pokłonił się raz jeszcze królowi i zeszedł na dół, przypatrywać się turniejom.

Ostatni dzień igrzysk zakończył się straszną zbrodnią. Rycerze niektórzy, między innymi Samuel Zborowski, powtykali swe kopie na podwórzu zamkowym z wyzwaniem do walki. Sługa kasztelana Tęczyńskiego, Janasz Kroat, wyrwał kopię Samuela na znak, że się z nim będzie potykał. Zuchwałość ta obraziła niezmiernie pana kasztelanica, gdyż mniemał, że to sam pan Tęczyński dla ubliżenia mu sługę swego wysłał. A że był krwi gorącej i niepamiętny niczego w swej złości, skoczył z dobytym mieczem wprost ku Tęczyńskiemu, który na nieszczęście stał w pobliżu.

— Sługę swego nasadzasz na mnie? — krzyknął wściekle. — Bij się sam, tchórzu!

— Schowaj wasza miłość miecz do pochwy — odparł Tęczyński spokojnie — potykania na ostre nie odmawiam, choć o tym, co Janasz uczynił, wcale nie wiedziałem. Jedźmy za miasto, tam się bijmy.

I cofnął się z placu turniejów w głąb wielkiej sklepionej sieni, łączącej podwórze pałacowe z dziedzińcem kościelnym.

— Nie za miasto! Tutaj! Natychmiast!... — krzyknął Zborowski. — Broń się, bo ubiję!

Andrzej Wapowski, kasztelan przemyski, dojrzawszy, co się dzieje, rzucił się między przeciwników i rozkrzyżował ręce.