— Jam go miał za ciepłe piwo... — podjudzali malca koledzy.
— Durny paź? Ja wam pokażę durnego pazia! Jeszcze mnie dotąd nie znali!
— Krzysztofie Czemo, zaklinam cię, wyznaj, co zamyślasz uczynić? — z udanym patosem zawołał Drohojowski.
— Wspomnicie moje słowo; zapłacę ja onemu Kupidynkowi z nadsypką41; rodzic by się mnie wyparł, gdybym się nie pomścił.
— Na psie? Cha, cha, cha!...
— Jemu doczynię, a jego pani zapłacze.
— A kto on zacz, ten malec? — spytał z cicha Gedroyć Drohojowskiego.
— Syn kasztelana gdańskiego; ród możny i wielce szanowany w województwie pomorskim.
— Ojoj, chłopcy... Odmiwąs idzie! — krzyknął Montwiłł wskazując na przypiecek.
— Cóż znowu? Co ci się uwidziało?