— A prawda, chrząka na umor, aże grzmi w całym korytarzu.

— Chrząka? To zły znak.

— Już mu ta stara jędza nabajała42, co wlazło.

— O rety!... Szydłowiecki... stań na wierzchu43, on cię lubi, mniej będzie łajał.

— Bóg ci zapłać, wolę nie.

Hhhrrrum... zahuczało donośnie i jegomość pan Stanisław Odrowąż Strasz wszedł majestatycznie z groźną miną do izby.

— Matko najśliczniejsza... wie wszystko... — szepnął Czema na ucho Ostrorogowi.

— Cóż, chłopcy, roztasowaliście się44. W skrzynkach groch z kapustą? Hhhrum.

— Już poskładane podług rozkazu waszej miłości; może raczycie zajrzeć do skrzynek, jak porządnie wszystko leży: bielizna po jednej stronie, a...

— Dobrze, dobrze; nie zapraszałbyś tak skwapliwie, gdyby co szwankowało.