— Słuchajże, musisz nas wypuścić na dwie godziny koniecznie.
— Ani myślę.
— Nie przerywajże, póki nie skończę. Słowem szlacheckim ci ręczę, że nim na obiad zadzwonią, odpowiemy ci lekcję bez zająknienia i pensa napiszemy, jeno przejrzysz, czy dobrze.
— Mamli zawierzyć?
— Niech no byś nie wierzył!
— Zatem zgoda; ale podajcie każdy rękę. Teraz idźcie!
— Bóg zapłać; nie zrobimy ci wstydu.
— Wiecie, chłopcy, gdzie nam będzie najskładniej? Na wielkich schodach; tamtędy iść musi, a trudno by było szukać go i czyhać po komnatach.
— Oj, licho nadało Serczykową!
— Uciekajmy!