— Ot i dlaczego Kuba nam do pomocy stanie.
— A to wyśmienicie! Wiesz, Dmytruś, ohydnie się raduję na oną wyprawę po Serczykową.
— Wiedział ja, wiedział, czego mnie tak serce ku tobie rwało się... tażeż ty dusza moja rodzona!
— Tyle lat pod jednym dachem i dopiero teraz wiem, coś ty wart.
— Beczkę soli trza zjeść razem, zanim się poznawszy.
— Chłopcy, szkoła!
— Oho, miałem ci się zwierzyć, com za figiel wymyślił, a tu wołają. To już potem, jak będziemy sami. Wiedz ino, że dwóch na to trzeba, i ani mowy, bym kogo innego szukał, tylko ciebie.
— Nie pożałujesz!
*
Mimo opróżnienia całego szeregu komnat we wschodnim skrzydle zamku, skazanym na zburzenie, pokoje królewskie wcale nie wyglądały na mieszkanie tymczasowe. Obszerne, wygodne i jota w jotę na wzór dawnych były urządzone, by najmiłościwszy pan miał pod ręką wszystko, czego potrzebował, i nie odczuwał niemile najmniejszej odmiany.