— Wżdy najpilniejsi jeszcze na podwórzu stoją... widzisz? Opaliński, Korybut, Potocki, Fredro, Russocki... jak oni pójdą, to my za nimi.

— A kiedyż to zamyślasz wykonać swój zamiar, Dmytruś?

— Jak będę miał nocną służbę u króla.

— Coooo?

— Toooo! Nu powiedz sam, kiedy może być łacniej? Miłościwy pan zdrów jest, aże serce raduje się, na jednym boku do samej piątej doleży; gdy się ocknie, w jednej chwili jest trzeźwy, ale pokąd śpi, to śpi twardo. Trzy lata służę, ze czterdzieści razy noc na mnie przypadała, a jeszcze ani razu którego z nas nie wołał. Więc głupi taj mądry przyzna, co najpiękniejsza pora właśnie ta jest, jak gadam. Nikt nie posądzi, nikt nie przeszkodzi, pójdziesz, zrobisz swoje, zawrócisz się do antykamery, zdrzemniesz się na kobiercu, król zawoła rano, a ot i jesteś. Anioła Rafała pierwej podejrzą niż ciebie.

— Dobrze, słusznie gadasz, no a my?

— Z wami gorzej. Chyba Kubę po was poślę na górę.

— Kubę? A niechże Bóg broni! Wygada się.

— Nie wygada się, mam na niego wędzidło: miłuje srodze Nastusię, ona takoż podobnie patrząc na niego... jedno bieda, że serca gorejące, a kalety221 puste. Tak ja im obiecał napisać do Kołtuniszek, żeby mamuńcia moją gniadoszkę222 tatuńciowi sprzedała (nie rychłożbym ja ją i tak oglądał), a sprzedawszy, przez pierwszą zręczność do Krakowa mi pieniądze posłała. To będzie posag dla Nastusi; wy zaś dorzućcie co dla Kuby, taj dadzą na zapowiedzi. Jedno i drugie pracować zdoli, dobrze im będzie razem.

— Jako Litwie z koroną.