— O, jakie mi trusie — mruknął stary szyderczo — jagniątka, trzech zliczyć, rzekłbyś, nie zdolą, a co jeden, to gorsze ziele. Co ja z wami pocznę, niecnoty, urwipołcie najęte! Wam to zawdzięczam, że król jegomość już dwa razy w tym tygodniu przykre słówko mi powiedział. Mamże jak niańka na pasku was wodzić? Co dzień nowe psoty, co dzień nowe skargi na paziów, niczym piskorze się wykręcacie, ułapić was nie można... ino, jakem Odrowąż, słowem ręczę, że wszelakie one psikusy, co od dziesięciu dni sypie ktoś jak z rękawa, to ino wasze sprawki, wasze, jak mi Bóg miły! Gdyby wszyscy dwustu wam byli podobni, to do trzech dni obwiesić by się przyszło. Rano wstając, już wiem, że lada chwila spadnie na mnie jakaś przykra nowina; spać idę, nie wiem, czy mnie wśród nocy nie zbudzą bez wasze dokazywanie. Żywot się przykrzy... podziękuję chyba miłościwemu panu za oną służbę specjalną, w której człek dnia ani godziny niepewny, czy go żółć nie zaleje. Tak mnie już to wszystko znużyło, że chcę aby jedną noc wyspać się, jak Bóg przykazał, wywczasować się po onych gorzkościach ochmistrzowskiego urzędu. Wszyscy, jak tu stoicie, trutnie bezecne, marsz do antykamery króla jegomości!
— Ino sześciu na noc chodzi... — bąknął Gedroyć — któryż ostanie?
— Żaden nie ostanie, bo i ten jeden gotów by nabroić za dziesięciu. Wszyscy pójdziecie i basta! Godzina dwudziesta pierwsza bije właśnie; iść mi zaraz prosto, nie zatrzymując się po drodze, dziennych zluzować, odprawić, a na ich miejsce pozostać.
— Niech wasza wielmożność raczy zajrzeć do antykamery późnym wieczorem, przekonać się, jako przystojnie służbę pełnimy, wżdy gorzko na sercu słuchać łajania, gdy się człek do złego nie poczuwa.
— Lepiej byś uczynił na oczy mi się nie nasuwając, mości Ostroróg! Komu to o niewinności koszałki opałki wyplatać! Patrzcie go! Dawnoś Magulinie garnki potłukł?
— Ot, jak nas w każdym sposobie przed waszą wielmożnością czernią i szkalują! — zawołał Mikołka patetycznie. — Wżdy miała sowicie z góry wszystkie skorupy opłacone! Z wielkim rozradowaniem, od śmiechu się zanosząc, sama własnymi rękoma tłukła, aże się rozlegało.
— Już nie rozmazuj sprawy, bo nieczysta!
— Żeby wasza miłość był widział, jak się król jegomość śmiał z duszy serca, toby mi złego słowa nie mówił.
— Dość próżnej gadaniny; uczynić, com rozkazał!
— Słuchamy waszej wielmożności.