— Umiał wtedy Wielki Mistrz kajać się i zginać; w Toruniu przed sejmem po rękach mnie całował.
— Kto wam u króla łaskę i pobłażanie w tak ciężkim terminie wyprosił, jeśli nie ten, komu ninie płaszcze z krzyżakami pod nogi rzucacie? Ojciec Święty! — zawołał wzburzony biskup Tomicki.
Pod gradem coraz cięższych zarzutów komtury nawet nie drgnął. Patrzył śmiało w oczy mówiącym i tylko brodę nieco prędzej gładził.
— Trudno mi, najmiłościwszy królu i panie — rzekł po chwili — z tak mnogimi, światłymi, a Bóg widzi niesłusznie uprzedzonymi krasomówcami szermować. Niesnaski graniczne... rzecz na tym świecie zwyczajna i między najlepszymi sąsiady, gdyby Zakon wyliczać chciał krzywdy i uciążliwości, uchowaj Boże nie od waszej królewskiej mości, ale od urzędników polskich różnymi czasy płynące, toby się chyba sporo pergaminu zapisało; nie żałować246 się ani dawnych żalów odnawiać nam teraz.
— Jakie krzywdy? — żachnął się Tarnowski. — Nadania polskich książąt i królów? Ziemie chełmińska, dobrzyńska, lubawska, nieszawska, wsie i miasta podarowane szczodrze przybyszom, to krzywdy zadane waszej miłości?
Nie patrząc na Tarnowskiego, zwrócił się Krzyżak do biskupa:
— Jaśnie oświecony książę, acz suknię duchowną zdziewa247 jako w oczach nowszych i oświeceńszych przestarzałą, wszelako znamienia krzyża pańskiego z duszy ni z serca nie maże. Prosi o wybaczenie przykrości zadanych, doznane po chrześcijańsku puszcza w niepamięć; do serca najmiłościwszego swego pana jako siostrzan248 apeluje.
— Z całej odpowiedzi — rzekł pomyślawszy król — usłyszałem jedno tylko słowo „siostrzan”. Ale pan katolicki, ale król polski winien pamiętać o tym jedynie, co się godzi, a co się nie godzi.
Krzyżak nieporuszony odezwał się:
— Zali niegodziwym byłoby do zgody skwapliwie wyciągniętą rękę przyjąć, między chrześcijańskimi ludy249 pokój utrwalić, Rzeczypospolitej na wieczne czasy łaską kupić przyjaciela? Toć sam Zbawiciel nasz powiedział: „błogosławieni pokój czyniący”...