Strasz aż się za głowę chwycił, gdy mu ten i ów na powitanie o przykrych zjawiskach rozpowiadał. Nauczony jednak tylokrotnym doświadczeniem i bezowocnymi śledztwami, wziął się na inny, znany, oklepany, a zawsze niezawodny sposób.
Przy wieczerzy swobodnie i po przyjacielsku rozmawiał ze wszystkimi paziami, wcale nie robiąc wyjątku, owszem, zwracał się umyślnie do Bonera i Gedroycia, z Ostrorogiem pożartował, Montwiłła o wiadomości z domu pytał, słowem, jak to mówią, do rany go można było przyłożyć.
— Teraz bywajcie zdrowi, idźcie spać nie baraszkując — rzekł na odchodnym — a pomnijcie nie broić, żebym wstydu za was nie ucierpiał, bo uprosiłem mistrza Ambrożego, by mnie do jutra jeszcze wyręczył.
— Czy znowu gdzie wyjeżdżacie, panie ochmistrzu? — zapytał Jędruś z radosnym biciem serca.
— Wyjeżdżać to już nie; ale z bratem, który mnie do Krakowa odwiózł, wieczór przepędzę i z nim w gospodzie zanocuję. Daleko mieszka, kto wie, jak rychło się znowu zobaczymy. Dobranoc!
— Kłaniamy się posłusznie waszej miłości! — zapiszczeli chłopcy chórem.
— Szydłowiecki, skocz no do mojej izby, bo mi nie warto po schodach łazić, i przynieś opończę; chłodny wieczór, a mnie kaszel łacno się ima.
— Biegnę i wracam natychmiast — odparł z gotowością zawołany i w dwóch susach był za drzwiami.
— No, to jeszcze dziś mamy spokój — mruknął Gedroyć do Bonera po odejściu ochmistrza. — Jutro bym radził nie kusić licha, bo aczkolwiek dotąd wywijaliśmy się Odmiwąsowi jako tako, lękam się, że dzban za długo wodę nosił i ucho gotowe się urwać.
— Jedno suponuję263: niepodobna, by mu kto o upiorach cudeńków nie naopowiadał — rzekł Drohojowski — tedy wącha on dobrze pismo nosem i gotów obudzić srogość nawet w onym jagnięciu Ambrożym. Cóż uczynicie na taki przypadek, gdyby pan bakałarz zajrzał przed północą do naszej sypialni? Dwa łóżka puste, hę?