— Widno, coby mu się kiedy nie przyśniło z polskim orłem równać, tedy nie na głowie, a na szyi wolno mu nosić koronę.
— A na piersiach srebrna litera S, prawda?
— Aha, a wiesz, co to znaczy? Pamiętaj po wiek wieka, że polskiemu królowi wszystko zawdzięczasz. Sigismundus287 twym panem a dobrodziejem!
— I bez tego nie zapomni; wżdy ostatnim przeniewiercą byłby.
Wśród huku trąb i bicia we wszystkie dzwony szedł po stopniach wzniesienia książę Albrecht z braćmi.
Miał na sobie polerowaną zbroję rycerską, a dostojeństwo książęce znamionował jedynie wspaniały płaszcz z białego brokatu, z szerokim kołnierzem gronostajowym. Kraj płaszcza nieśli dwaj strojni paziowie. Pół kroku za nim stąpał Jerzy, margrabia brandenburski, i najmłodszy z braci, Kazimierz Hohenzollern.
Margrabia, zwalisty, rudobrody, z szeroką czerwonawą twarzą, wystroił się w białe i błękitne atłasy; Kazimierz, młody i wytworny, miał na sobie aksamitną fioletową szatę z żółtym płaszczykiem i takimiż nogawicami.
Wszyscy trzej zatrzymali się na kilka kroków przed tronem i oddali królestwu niski pokłon, po którym już głów nie nakryli.
W całej postawie Albrechta przebijała się natura krzyżacka, obłudna i butna zarazem, której nie zwlókł z siebie wraz z habitem ostatni Wielki Mistrz mnichów, co:
Nie pomnąc dobrodziejstwa dopiero wziętego