I widać prawie dobrze, kiedy z nich wychodzi

I łuk ciągnie, i w serce widomie ugodzi.

Twarz dzieli nos tak piękny — wolę was nie bawić —

Że sama Zazdrość nie wie, gdzie by go poprawić.

Pod niem wdzięczne, w nie mniejszej zostawując chwale,

Są usta, w przyrodzone ubrane korale.

W nie dwa rzędy wybranych pereł...74

Morisco!... Dio mio... sono morta!75... — przeraźliwy pisk Lukrecji Caldorry przerwał czytanie.

Najmłodsza z panien dworskich tak się czegoś przelękła, że nie bacząc na majestat i osoby królewskie, wskoczyła na ławkę i drżąc na całym ciele, krzyczała wniebogłosy. Wszyscy patrzyli na nią ze zdumieniem; biedactwo było tak nieprzytomne, że nawet Bona nie poczuła się obrażoną jej niesfornym zachowaniem.

— Czego krzyczysz?