— Toli są, paniczku; ledwiem co z Frankiem od wody powrócił.
— Rety... ryby może macie?
— Juści mam, pełen koszyk.
— Co za nie?
— Ile ta paniczek dadzą, tyle wezmę.
— Dwa złote chcecie?
— Dorzućcie ta parę groszy, bo ładnie mi się ułowiły.
— Na, macie; dawajcie chyżo88. A niech was Bóg broni jedno słówko pisnąć komukolwiek, żeście je nam sprzedali! Złamanego szeląga nie dałbym wam już nigdy zarobić!
— Co bym miał gadać, pojem se ano i spać legnę, bo od rana w gębie nic nie miałem.
— Pamiętajcież!