— Jędruś mi chciał pokazać naszą nową sypialnię — odpowiedział Konstanty Gedroyć — i zanimeście się spakowali, jużeśmy tu przybiegli.
— Jakżeście trafili?
— Ja bym miał nie znać grodu, każdego krużganka, każdego zakamarka? — zaperzył się Boner.
— Co on się tak buci23, ten krasomędrek?
— Nie łajże mu, bo sprawiedliwie gada: toć od małego dziecka kręci się po całym grodzie, po podwórcach, po wirydarzach, lepiej chyba zna one wszystkie zakątki niż sam król jegomość.
— I nic mu za takowe wścibstwo?
— Wnuczek pana żupnika i wielkorządcy miasta... ino tyle rzekę24. Pokąd25 był maluśki, to za panem dziadkiem bieżał a poły26 się imał27; skoro zaś podrósł, wszędy go pełno, a ot, trzeci rok mija, jak paziem ostał28.
— Słuchajże, Jędrek... dobrze nam tam będzie?
— Niezgorzej, niezgorzej; przestronno, ustronno, stary Strasz trzy razy się zatchnie i trzy razy spocznie, zanim do nas dolezie. W Bogu nadzieja, że nieczęsto nas będzie nawiedzał. Jedno mi nie na rękę...
— Coże?