— Uhum — odezwało się coś z kącika.

— Jak to... i nic?

— Ale gdzież nic! Straszne cierpienia!

— To ślicznie!

— Mdłości...

— To mi się podoba.

— Osłabienie śmiertelne...

— Otóż to, otóż to właśnie, czego było potrzeba. Zatem wzmocnię ino dozę i nie sześciu, a z siedmiu flaszek będziesz kolego zażywał!

I wznosząc oczy w górę, jakby na powale recepty szukał, doktor Bisantizzi mruczał pod nosem:

Rumbarbarum... senes... jalapa... nux vomica... tak, nie dodam nic więcej; nadmiar leków mógłby zaszkodzić. A więc czcigodny kolego: trzy łyżki co godzina. Pierwszą dawkę zażyjemy zaraz.