— Zaszkodzi...

— Niech mnie kołem łamią, jeżeli zaszkodzi! Pijcie, wasza miłość, przez obawy... Na zdrowie wam! Teraz obróćcie się na prawy bok. Oho, a tam kto znowu?

Tanti saluti... tanti saluti111... zanim odjadę, raz jeszcze przychodzę do kolegi. Posłuchaliście, jak widzę, dobrej rady, kataplazmy się grzeją, benissimo112. Cera zaróżowiona, oczy żywe, bardzo ładnie, benissimo! Grzać, okładać, nie przestawać przez tydzień co najmniej... benissimo. A leków wewnętrznych ani się ważyć! Mikstury do cebrzyka, proszki wszelkie, pigułki za okno... benissimo! Są jeszcze — prawił dalej — nieuki, idioty, co zalewają pacjentów laurami, nadziewają pigułkami, trują, zabijają; na hak z nimi, pod topór, na pal... benissimo! Do widzenia! Kataplazmy od rana do nocy, benissimo!

Wpadł jak wicher, wyleciał jak z procy, nie dał nikomu przyjść do słowa, nagadał się, co wlazło, i gdzieś się podział.

— To był... ten drugi? — spytał Gedroyć.

— Uhum... — zaszemrał Krabatius prawie przez sen.

Druga porcja Jasiowego lekarstwa, podana na osłabiony postem żołądek, sprawiła swoje: pan magister zasnął snem twardym i smacznym.

— Zawołajcie Montwiłła, niech sobie tu drzemie przy onym męczenniku, a my... po co tu aż czterech. Odmiwąs gotów gdzie z kąta wyleźć i znowu brać na spytki, a mamy co innego do roboty jeszcze. Ja sam pójdę do Szczepanowej; jak ułoży do snu królewnę, musi tu przyjść odczynić owe uroki. Stary uparciuch zawziął się chorować, żeby mu się sam Eskulap ukazał i przysięgał, jeszcze nie da wiary, że mu wcale nic nie brakuje. Jedyna ucieczka w Szczepanowej; a z trojakich bredni, gdy jedno parzy, drugie truje, najlepsze trzecie, bo nic nie wadzi, choć zarówno głupie.

Tak więc chłopcy, zostawiwszy magistra pod opieką Montwiłła, rozbiegli się w różne strony: Jasiek na poszukiwanie Szczepanowej, Mikołka Ostroróg, Krystek Czema i Pawełek Szydłowiecki do kolegów na boczny dziedziniec, gdzie najstarsi z paziów objęli przywództwo i urządzali bitwę pod Grunwaldem.

Największą przeszkodą w zabawie było naturalnie to, że ani jeden z chłopców nie chciał być zwyciężonym, zginąć sromotnie lub iść do niewoli. Przy każdej bitwie powtarzały się te zatargi i rozmaicie sobie radzono. Dziś także — dopiero Aleksander Korybut, którego jednogłośnie mianowano Jagiełłą, podzielił stu siedemdziesięciu kolegów na dwa obozy; z tych dwóch hufców wybrał po jednym wojowniku i kazał im ciągnąć losy; czarny kamyczek oznaczał Krzyżaków, biały — Litwinów i Polaków.