„Oho, bratku, toś ty taki!... — przeleciało, jak iskra, przez głowę Mikołki — to mi woda na mój młyn!” — Nie obawiacie się grzechu, czcigodny panie? — spytał strojąc zalęknioną minę.
— Ach, grzesznego w tym nic nie ma; zaraz ci to wyjaśnię. Starożytni Persowie, Medowie, Egipcjanie znali już tę naukę, którą magią zowiemy, stąd sobie imaginuj134 i eksplikuj135, że nie lada mędrcy zgłębiali swymi umysłami tajemnice niewidzialnego świata.
— Niewidzialnego świata?! — krzyknął paź.
— Strachasz się136 waszmość? To zaprzestanę; w istocie, za młody jeszcze jesteś.
— Nie, nie, mówcie śmiele, to ino pierwsza chwila.
— Tedy, przez137 długich wstępów, ino co się tyczy grzechu, powiem ci, że dwie są magie: czarna, czyli związek ducha człowieczego z duchem złym, pakta zawarte z piekłem, mocą których całe plemię diabelskie staje na służbę człowiekowi — to jest grzechem śmiertelnym i potępieniem wiecznym. Biała zasię magia, gdzie ino uczy się człowiek przenikać siły przyrody i poznawać duchy pośrednie.
— Cóż to za jedne?
— To są... jak by ci rzec... duchy ludzi jeszcze nie narodzonych; nie ich miejsce w niebie, gdyż na nie zasłużyć nie miały czasu. Do czyśćca im się takoż iść nie należy, a już najmniej do piekła, gdyż nie popełniły wcale grzechu. Tych duchów smętnych a błędnych są między niebem a ziemią niezliczone roje i one to właśnie chętnie poddają się woli naszej, służą nam i wszelakie nasze rozkazy spełniają.
— Rozumiem — kiwając poważnie głową, rzekł Mikołka — z samego uprzykrzenia a nudów, aby ino nie latać z kąta w kąt.
— W tym atoli cała sztuka, by je umieć zagarnąć pod swoje panowanie i tego uczy biała magia.