— Oho, ho, ani myślę — butnie sprzeciwił się Ostroróg — pierwej sam spróbuję onych zaklęć, może mi się uda przywołać jakiego ducha.
— Ależ dziecko nierozważne, bez długoletnich przygotowań nic nie sprawisz, a ja już niejedną tajemnicę zgłębiłem.
— Nie, za darmo jej nie dam; coś przecie za tak wielki skarb w zamian muszę dostać.
— Więc gadaj waszmość, ile chcesz?
— Pieniędzy mi nie trza, mam ich dość od rodzica. Dajcie mi ten wasz pierścień z rubinem.
— Co? Podarunek najmiłościwszego pana? Nigdy!
— Dziwny z was człek; wżdy nauczywszy się czarów, tysiąc takich pierścieni na dzień mieć będziecie.
— Zaiste, prawdę mówisz; więc księga za pierścień, pierścień za księgę, słowo?
— A co... wróciliśmy na czas? Patrz, ile śliwek! Nastaw połę! — wrzeszczeli jeden przez drugiego, Łaski, Gorayski i Bogusz, wpadając do kancelarii.
Pan Łukasz wścibił głowę przeze drzwi.