— Słusznie, sam po babę polecę. Ino teraz rzeknijcie mi, gdzie ojciec?
— W stodole parobków pilnuje, bo młócą. A wiadomo, Szczepan lubi spocząć, Jasiek bije cepem od niechcenia, jak dla zabawki, to ich pięścią po karku trza wyciąć raz, drugi, inaczej ani rusz.
— Obiadowaliście?
— Jeszcze nie. Właśnie na miskę miałam wlewać, jakeś wszedł.
— Pobiegnę po nich.
— Nie trzeba. Ojciec ino ze mną a z dziećmi pospołu jada. Służbie się daje osobno.
— Dawniej tak nie bywało.
— Dawniej co inszego, a dziś co inszego. Paweł Zbroja, wójt, nie może się bratać z najemnymi parobkami.
— Tak bym się was o coś rad zapytał...
— No, to gadaj.