Stanął przed płotem i rozważał, w której stronie najprawdopodobniej może znaleźć Zbroję. Postacie jakieś zamajaczyły w mroku. Pijani ludzie szli zataczając się i śpiewając. Na czele Wątorek, ramię w ramię z organistą z Rudawy, przytupywał ochoczo postołami po brudnym śniegu i wrzeszczał ochrypłym głosem:
Od Krakowa Idzie chłop,
Dana hop, dana hop!
Za nim baba lezie w trop,
Dana hop, dana hop!
— Dana hop! Dana hop! — powtórzył chór pijaków.
Spiłeś że się już od rana?
Hop dana, hop dana!
A tak, Jaguś kochana.
Hop dana, hop dana!