— Dy118 w tej stronie...

— Już tylko...

— Kto mieszka w tym domu? — zapytał król, stając przed wrotami.

Trzaska pokłonił się do ziemi.

— To moja chałupa, miłościwy panie.

Król uśmiechnął się z żartobliwą złośliwością.

— Pięknie się sprawujecie, nie ma co mówić. Powiadano mi, że chrzciny dziś u was. Mieliście jechać przed południem z dzieciątkiem do Krakowa, a tu jeszcze ani wozu, ani koni, ani kumotrów. Nie wstyd wam trzymać pogańską grzesznicę w domu?

Wojciech wytrzeszczył oczy. Nie mógł pojąć, o co królowi chodzi i skąd wie o jego domowych sprawach, więc zakłopotany zgiął się we dwoje po raz drugi.

— Nie zaprzęgliście jeszcze? — nacierał król.

— Kumoter zawód nam zrobił — jąkał chłop — czekamy na niego, ale skoro się nie stawił, a każecie zaprzęgać, miłościwy panie...