— W gardle mię ściska...

— Za waszą łaską, miłościwy panie, odważę się pochwalić moją babę. Taki ci ma zmysł w głowie do śpiewek, że na zawołanie będzie sypała coraz coś nowego jak z rękawa.

— No, wójtowa. Jakoż to ma być? — szepnął Wojciech. — Sam król was prosi, a wy nie i nie.

— Dobrze, zaśpiewam, ino cobyście mi nie przerywali.

— Nigdy w świecie.

— No, pamiętajcie.

Przymknęła oczy w skupieniu, namyśliła się chwilę, wreszcie zapiszczała cieniutkim dyszkantem:

Płynie gąska, płynie po głębokiej wodzie,

Trzaski ze Zbrojami w odwiecznej niezgodzie.

— Orsula, co cię podleciało? — syknął mąż.