— Ciekawość po co. Zresztą, chodź. Może trza będzie co uprzątnąć, a mnie dziś jak na złość drze po kościach, to mi się wyręka przyda.

Wyszli na ulicę.

— Zbiegowisko jakieś. Co się tam dzieje?

— E, nic. Ludzie do chrztu z dzieckiem przyjechali.

— No, to wejdźmy do kościoła inszymi drzwiami. Po co się pchać?

— Kiedy właśnie tam was potrzebują.

— Mnie? O raju, ady tam Wojciech stoi przy saniach! Ten drugi to Zbroja. We drzwiach ksiądz proboszcz w kapie.

— No, prędzej, prędzej, nie ociągajcie sięl

— A ówże co za jeden, ten wysoki, w aksamitowym kołpaku, plecami odwrócony?

— Ten ci właśnie kazał was wołać.