— A jego twarz... ubranie... zwrócił pan uwagę? — przerwał Holmes niecierpliwie.

— Oczywiście, skoro musiałem podtrzymywać go do spółki z Murcherem. Był wysoki, miał rumianą twarz, od dołu owiniętą...

— Dosyć! — zawołał Holmes. — Co się z nim stało?

— Mieliśmy i tak dosyć roboty, nie było czasu się nim zajmować — odparł podrażnionym tonem policjant. — Założę się, że znalazł drogę do domu.

— Jak był ubrany?

— W brązowe palto.

— Czy miał w ręku bat?

— Bat?... Nie.

— Musiał go zatem zostawić — mruknął mój towarzysz. — Nie widział pan potem przypadkiem albo nie słyszał jakiejś dorożki?

— Nie.