— A wtedy, cóż? — spytałem.

— O, niech pan to mnie pozostawi. Ma pan jakąś broń?

— Mam stary służbowy rewolwer i kilka nabojów.

— Dobrze by było, żeby pan go oczyścił i nabił. Będziemy mieli do czynienia z człowiekiem, który nie ma nic do stracenia, a aczkolwiek zaskoczę go znienacka, niemniej lepiej być przygotowanym na wszystko.

Udałem się do sypialni i usłuchałem rady Holmesa. Gdy powróciłem z rewolwerem, zastałem stół sprzątnięty, a Holmesa pogrążonego w ulubionym zajęciu: brzdąkał na skrzypcach.

— Bieg sprawy przyśpiesza — rzekł. — Otrzymałem właśnie odpowiedź na mój telegram do Ameryki. Okazuje się, że moje przypuszczenia są słuszne.

— Jakie? — spytałem skwapliwie.

— Trzeba będzie naciągnąć nowe struny na moje skrzypce — odparł. — Niech pan włoży rewolwer do kieszeni. Jak ten jegomość przyjdzie, musi pan z nim mówić zupełnie obojętnie, a mnie proszę zostawić resztę. A przede wszystkim nie przerażać go zbyt bystrym wpatrywaniem się w niego.

— Już ósma — rzekłem, spoglądając na zegarek

— Tak. Będzie tu prawdopodobnie za kilka minut. Niech pan trochę uchyli drzwi, tak... dosyć. A teraz włoży klucz od wewnątrz. Dziękuję! Znalazłem wczoraj na straganie ciekawą starą książkę... De iure inter gentes... wydana po łacinie w Liège w Niderlandach w roku tysiąc sześćset czterdziestym drugim. Głowa Karola31 siedziała mu jeszcze mocno na karku, gdy drukowano tę książkę w brązowej okładce.