— Bogu dzięki! — zawołała stara. — To ci dopiero Sally się ucieszy! Tak, to ta sama.

— A jaki jest pani adres? — spytałem, biorąc ołówek.

— Duncan Street trzynaście, Houndsditch. Kawał drogi stąd.

— Brixton Road nie leży między żadnym cyrkiem a Houndsditch — powiedział ostro Sherlock Holmes.

Stara kobieta odwróciła się i rzuciła na mówiącego przenikliwe spojrzenie spod zaczerwienionych powiek.

— Ten pan pytał o mój adres — rzekła. — Sally mieszka na Mayfield Place trzy, Peckham.

— A jak się nazywacie?

— Ja Sawyer... ona Dennis, jako że ożenił się z nią Tom Dennis... chłop tęgi, przystojny. Dopóki jest na morzu, nie ma sobie równego stewarda, ale na lądzie, między kobietami a szynkiem...

— Proszę, to pani obrączka — przerwałem, posłuszny znakowi danemu przez mojego towarzysza. — Należy najwidoczniej do córki pani i rad jestem, że mogę ją zwrócić prawowitej właścicielce.

Mrucząc pod nosem błogosławieństwa i podziękowania, stara czarownica wsunęła obrączkę do kieszeni i niebawem dobiegł nas ze schodów odgłos jej wlokących się kroków.