— Tak.

— A kiedy udała się pani na spoczynek?

— Około jedenastej.

— W takim razie syn pani bawił poza domem około dwóch godzin?

— Tak.

— A może cztery lub pięć?

— Może.

— Cóż robił przez ten czas?

— Nie wiem — odparła, blednąc silniej jeszcze.

Oczywiście, potem nie miałem już wyboru. Dowiedziałem się, gdzie przebywa porucznik Charpentier, wziąłem ze sobą dwóch policjantów i aresztowałem go. Gdy położyłem mu rękę na ramieniu i wezwałem spokojnie, aby poszedł ze mną, odpowiedział mi z niesłychaną bezczelnością: „Przypuszczam, że aresztujecie mnie jako zamieszanego w sprawę zabójstwa tego łotra Drebbera”. Nie wspomnieliśmy mu ani słowa o zbrodni, więc jego uwaga była bardzo podejrzana.